Lepsze i gorsze dni
Hej :)
Dzisiaj będzie kartka z pamiętnika, podzielę się swoimi przemyśleniami i tak jak w tytule trochę opowiem Wam o lepszych, i gorszych dniach z ostatnich dwóch może trzech tygodni. Jestem raczej realistą, nie lubię koloryzowania rzeczy, które potem nijak się mają do rzeczywistości. Czemu o tym mówię? Szukając różnych rzeczy odnośnie ciąży i nie tylko, natrafiamy na miliony stwierdzeń, że ciąża jest to piękny czas, nie ważne jak jest to wszystko zapomnisz bo dziecko jest najważniejsze. Mało znajduję blogów czy profili na insta, gdzie kobiety piszą wprost był to beznadziejny tydzień, nie daje rady sobie z tym i tym. Na szczęście widać tendencję wzrostową, jeżeli chodzi o przekazywanie takiego realizmu.
Ja nie mogę narzekać jak dotąd nie mam większych problemów, czuję się też dobrze. Plecy nie bolą, brak zawrotów głowy, nie wymiotowałam, każdej kobiecie życzę aby tak ciąże przechodziła. Mimo iż nie doskwierają mi problemy typowo ciążowe to już około ciążowe bardzo, wszelkie "dobre" rady, ciągłe musisz/powinnaś/tak nie można/tak można już mnie męczą. Staram się słuchać wyciągać z tego wszystkiego to co mnie interesuje i może się przydać, ale też wiele tych komentarzy jest dość przykra. Ja wiem kobiety w ciąży są drażliwe, hormony działają, ale co komu do tego jaki ja kupię wózek,bujaczek,łóżeczko i te wszystkie inne gadżety. Wydam na to tyle i kupię takie na jakie mnie stać i uważam, że będzie dobre. Obrażanie się bo nie kupiłaś danej rzeczy z polecenia albo na inna wydałaś "za dużo" według doradców jest u mnie na porządku dziennym. Nie wiem czy wynika to z mentalności ludzi czy z braku dojrzałości tych ludzi, którzy mi te rady dają( w większości są to osoby młodsze lub w niewiele starsze ode mnie). Też tak macie? Jak sobie radzicie z tymi wszystkimi radami?
Czasem zdarza mi się mieć gorszy dzień, wtedy siedzę i myślę ile jeszcze mam do kupienia, czy dam radę to wszystko ogarnąć i przede wszystkim czy poradzę sobie jak już ta mała istotka będzie z nami. Zdaje sobie sprawę, że na początku nie będzie łatwo. Trzeba będzie się wszystkiego nauczyć, zaczynając od pielęgnacji malucha poprzez organizację życia na nowo. Jak o tym myślę to mam gęsią skórkę, ale mój narzeczony wtedy zawsze mnie wspiera i mówi, że będzie dobrze :). Gdyby nie on nie wiem ile moje załamanie by trwało, ale jest to osoba, która szybko potrafi mi pokazać, że damy sobie radę i się wszystko ułoży. Także to, że macie gorsze dni to jest rzecz normalna, nikt nie jest chodzącym robotem bez uczuć, który niczym się nie przejmuje. Ważne abyśmy umiały/umieli się pozbierać i znaleźć pozytywy, które nas podniosą. Musimy dać radę ;). Jakie macie sposoby na to aby się pozbierać po takim spadku psychicznym?
Miłego wieczoru :)
Komentarze
Prześlij komentarz